Błądzę co dnia , widzę piękno i dziękuję za ten cud natury
Jesienne pożółkłe trawy , kępki ostatnich odcieni zieleni
Zatrzymuje chwilę, spoglądam ku zachodowi purpury
W dłonie biorę zimne barwne kamienie
Obchodzę z miłością resztki lata, na nie, nie nadepnę
Gołe konary drzew , chylą się ku mnie pełne sławy
Cóż więcej jesienią żądać , ja więcej nie chcę
Radość w moim sercu, mój nastrój bez leku i obawy
Słońca skośne promienie, wiatr falom ulega kołysaniu
W zachwycie samotnego spaceru spoglądam na to z dala
W trawach pajęczyna ulega drżeniu
Jak pokazać to piękno w słowach, owiniętego wstęgo szala
W marzeniach wspominam wiatr, jak Twój delikatny dotyk
Chciałabym byśmy oboje tutaj byli, zapraszam do siebie
W przestrzeni piękna, biorę grudkę ziemi, to jej prochy
Niedawno rodziła kłosy, dziś one są w naszym chlebie
W moim byciu tutaj, gdzie bóg mnie widzi zaczynam się modlić
Zdała moje miasto, pod stopami trawa na polanie
Deszcz pada, podnoszę twarz do deszczu kropli
Moje słowa pragnę ująć w piękno jako Tobie darowanie